Główne Menu

Nasze RANDEZ-VOUS… W sidłach zakupomanii

Dzisiaj czeka nas randka z francuskim dżentelmenem Denisem Diderotem. Jest on nie tylko znaną postacią ze świata filozofii, ale też ekonomii. EFEKT DIDEROTA – mówi Wam to coś? Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często ten gość jest obecny w naszym życiu i jak łatwo padamy jego ofiarą! Ale na czym dokładnie  to polega i jak z tym walczyć? Odpowiedzi na te pytania odnajdziecie w artykule. Do czytania! 🙂  

Zacznijmy może od eksperymentu. Sięgnijmy pamięcią wstecz. Ile przez nasze życie przewinęło się ubrań, mebli, samochodów, kosmetyków, sprzętów czy innych bibelotów? Teraz rozejrzymy się po swoim mieszkaniu. Ile z tych rzeczy kupiliśmy w ciągu ostatniej dekady? Czy rzeczywiście były nam potrzebne i wartościowe? Chwila nieuwagi, a nasz dom i piwnica stają się wystawą przedmiotów, które nie mogą znaleźć swojego stałego miejsca. Tylko kiedy zdążyliśmy ich tyle nazbierać? Nie martwcie się, nie jesteście sami! 

Każdy z nas ma tendencję do ciągłego kupowania nowych przedmiotów i nigdy nie dochodzimy do momentu, gdy już WYSTARCZY i więcej nam nie potrzeba! Postanawiamy ściśle trzymać się listy zakupów i nie wracać do domu z niczym zbędnym? Nawet jeśli nasze zamiary rzeczywiście są prawdziwe i płynące prosto z serca, to jednak trudno je zrealizować, gdy wchodzimy do sklepu… A wszystkiemu winny jest nieszczęsny Diderot!

 ŻALE nad moim starym szlafrokiem… 🙁  

… Jest to tytuł słynnego eseju napisanego przez Denisa Diderota. Autor opisuje w nim przygodę, która bardzo zmieniła jego życie – głównie pod kątem ekonomicznym. Jaka to historia? – już mówimy.

Otóż pewnego pięknego dnia Diderot dostał spory zastrzyk gotówki od carycy Katarzyny. A że wcześniej prowadził ubogie życie i nie zawsze mógł sobie na wszystko pozwolić, postanowił spełnić kilka swoich zachcianek. Jedną z nich był zakup wytwornego szlafroka. Jednak gdy zaczął go nosić, zorientował się, że większość jego rzeczy nie pasuje do tego luksusowego zakupu. Ta zakłócona harmonia i brak spójności zaczęła niezwykle męczyć filozofa. Oczywiście mógł pozbyć się szlafroka i wszystko wróciłoby do starego porządku, lecz zamiast tego przystąpił do intensywnych zakupów, które miały ,,podciągnąć” jego wizerunek. Stare krzesło zastąpił wytwornym fotelem z marokańskiej skóry, biurko eleganckim stołem, a stary chodnik pięknym dywanem z Damaszku. I tak krok po kroku, kropelka do kropelki – i przybywało kolejnych przedmiotów, a wraz z nimi coraz większe problemy finansowe, w jakie popadał filozof. A wszystko przez NIESZCZĘSNY SZLAFROK! I tak swoje niezbyt mądre zachowanie opisał w ironicznym artykule – ,,Żale nad starym szlafrokiem, czyli przestroga dla tych, co posiadają więcej smaku niż pieniędzy”.

Z kolei Grand McCrakenkanadyjski antropolog badający fenomen konsumpcji, jako pierwszy ukuł pojęcie efekt DiderotaOkazuje się, że właśnie takie dążenie do spójności wpycha nas w spiralę konsumpcji. Jak dokładnie? 

  • Kupiliśmy nowy garnitur? Z pewnością dokupimy do tego nową koszulę i krawat. A i może jeszcze spinki! 
  • Nowa sukienka? ,,Nie będzie leżeć na mnie idealnie bez nowych butów i torebki, najlepiej dobrać do tego jeszcze biżuterię i kolczyki”. 
  • Kupiłeś nowy rower? To teraz jeszcze jakiś sportowy strój do jazdy, lepszy kask, fajniejsze trampki, może nowy licznik… ,,Tak! – czas zacząć liczyć przejechane kilometry oraz tempo”. 
  • W końcu jeździsz wymarzonym autem? Będzie jeszcze bardziej idealne, jak zakupimy do niego nowe opony i pokrowce na siedzenia, aby szybko się nie poniszczyły, a dodatkowo dodadzą uroku. 

EFEKT DIDEROTA w życiu codziennym

Historia Diderota, mimo że bardzo PRZERYSOWANA, to i tak świetnie oddaje cały mechanizm zakupów, któremu z przyjemnością się oddajemy. Czy mamy coś przeciwko temu? Oczywiście, że NIE! To prawda, raz na jakiś czas po prostu trzeba wymienić naszą garderobę czy sprzęty, ale CZASAMI! Chodzi jednak o to, że często jeden zakup popycha nas do wydawania kolejnych pieniędzy na rzeczy, których w innej sytuacji w ogóle byśmy nie brali pod uwagę. 

Świadome wydawanie pieniędzy to podstawa! Ale jak tę świadomość przenieść na życie codzienne? 

Opisany przykład Denisa Diderota to tylko jeden z przejawów naszych nieświadomych i odruchowych reakcji na wszystko, co związane z zakupami. Sztaby badających konsumpcję naukowców doskonale znają nas pod tym względem, a wyniki ich badań wykorzystywane są przez speców od marketingu. Bo przecież oprócz produktów, widzimy jeszcze w reklamach uśmiechnięte rodziny, chwytające za uczucia niemowlęta, piękne kolory, światło, muzykę, odwołania do męskiego ego czy kobiecego piękna. Wszystko po to, by nakłonić nas do impulsywnych zakupów. I jeśli mamy z czymś walczyć, to właśnie z naszą IMPULSYWNOŚCIĄ, bo to ona sprawia, że nasze portfele są puste – a nasze spiżarnie i mieszkania pękają w szwach i przypominają bardziej składowiska odpadów.

Czym są więc zakupy świadome? 

Po pierwsze – kupujemy wtedy, gdy nas na to stać! Oznacza to, że nie zaciągamy na zakupy pożyczek i kredytów. Nie bądźmy głupcami i nie kierujmy się instynktami, które skutecznie czyszczą nasze kieszenie. 

Po drugie – kupujemy tylko to, co ma dla nas prawdziwą wartość! Chodzi o to, by zaopatrywać się w to, co jest nam rzeczywiście niezbędne, a od czasu do czasu pozwolić sobie na małe grzeszki. Nie zasypujmy się stosem bzdur, które szczelnie wypełnią szafy, spiżarnie i całe mieszkanie. Nie czujecie, że za chwilę możemy się przez ten ścisk udusić i czuć się coraz mniej komfortowo we własnym domu? Przecież te same pieniądze możemy spożytkować w lepszy sposób, na przykład odłożyć albo przeznaczyć na coś, co realnie poprawi jakość naszego życia lub będzie inwestycją w różnego rodzaju kursy. Wymarzona podróż, ciekawa książka, koncert ulubionej kapeli lub inwestycja we własny rozwój – nie brzmi to lepiej niż wydawanie mnóstwo pieniędzy na bezwartościowe rzeczy? Oszczędzając na głupstwach, zyskujemy podwójnie: mamy więcej miejsca w domu i szersze horyzonty w głowie. 

Płyyyyyyniemy z prądem wydatków

Co robimy, gdy dostajemy wypłatę albo podwyżkę? Biegniemy czym prędzej do sklepu i zaczynamy wydawać więcej pieniędzy na rzeczy, na które wcześniej nie było nas stać. W Polsce od pewnego czasu mamy tego doskonały przykład, czyli program wspierania 500+. Nie można mu odmówić tego, że rzeczywiście pomaga najbiedniejszym rodzinom w budowaniu stabilnych budżetów domowych, ale jednocześnie motywuje do częstszego sięgania do portfela. 

Wszystko super, tylko czy taki projekt będzie trwał wiecznie? W końcu i na niego przyjdzie pora, a rodziny, które nadzwyczaj przyzwyczaiły się do dodatkowych 500 zł co miesiąc, w pewnym momencie stwierdzą, że jest to dla nich zbyt mało.

Efekt Diderota prowadzi nas do smutnego podsumowania: więcej kosztownych rzeczy w naszym życiu nie czyni nas szczęśliwszymi. Faktycznie przy ich zakupie czujemy radość i zadowolenie, ale po pewnym czasie ogarniają nas wyrzuty sumienia, że może za bardzo przeholowałam z wydatkami? Nie macie tak? Oczywiście są ludzie obrzydliwie bogaci, którzy nie muszą się martwić przyszłością, ale w przypadku zwykłych zjadaczy chleba rosnące wydatki nie wróżą niczego dobrego. Każda kolejna zachcianka rodzi następną, w efekcie nigdy nie będziemy na 100% nasyceni – zawsze będzie nam mało.

Oko w oko z Diderotem

Jak walczyć z efektem Diderota? Czy jest to w ogóle możliwe? Nie mamy co do tego 100% pewności, ale warto spróbować! Zastosowanie kilku wskazówek może nie uchroni nas całkowicie przez nieplanowanymi zakupami, ale spowoduje, że będzie ich zdecydowanie mniej. Nie róbmy z siebie Amiszów, czyli osób, które kompletnie nie korzystają z nowoczesnych dóbr. Bo nie chodzi o to, by zrezygnować z przyjemności i uciech, ale żeby robić to z głową! 🙂

Oto kilka przydatnych wskazówek:

Wymieniaj elementy garderoby na takie same lub podobne – tę radę kierujemy głównie do pań. Tak, to my uwielbiamy wydawać pieniądze na dopieszczenie naszej szafy, bo ciągle nie mamy się w co ubrać – aaaach, te kobiece rozterki 🙂. Zniszczona torebka oczywiście wymaga wymiany, ale jeśli będzie to inny model w innym kolorze, to na pewno będzie trzeba dobrać do niego odpowiedni płaszczyk czy buty. Dlatego oszczędniej będzie kupić taką samą lub podobną torbę. 

Planowanie – jest niezbędnym elementem dbania o domowe finanse i najlepszą bronią w walce z efektem Diderota. Wybierając się na zakupy, zawsze miejmy przy sobie listę. Dzięki temu unikniemy dodatkowych wydatków. Zresztą więcej przeczytacie o tym, klikając w poniższy link. Przed pójściem na shopping sprawdźmy, czego tak naprawdę potrzebujemy, co powinniśmy kupić, a co omijać szerokim łukiem. Tak, wiemy – jest to trudne, ale walcząc z pokusami, zaoszczędzimy pieniądze. 

Zdrowy rozsądek – trudno go zachować, w szczególności gdy idziemy na zakupy i każda półka, wieszak czy kąt przemawia do nas ludzkim głosem, mówiąc: ,,KUPUJ!” Wiele wydatków jest podszytych silnymi emocjami. Wyzbycie się ich pozwoli zrealizować nam skryte marzenia, na które nie posiadaliśmy dotąd oszczędności. W „chwili próby” pomyślmy, czy lepiej kupić nowy płaszcz, czy może odłożyć tę kwotę na słoneczny urlop – odpowiedź jest chyba JEDNOZNACZNA! 

Ustalenie kwoty oszczędności – jeśli z góry wiemy, że musimy odłożyć np. 100 funtów, to o wiele trudniej jest nam wydać te pieniądze na jakąś zachciankę. Naprawdę, nie ma nic złego w mówieniu sobie: „Nie stać mnie na to!”. Pomyślcie, że nie jesteście sami – takich osób jest dużo więcej, a w grupie zawsze raźniej 🙂. 

Kupowanie rzeczy wartościowych i dobrej jakości – owszem, są droższe, ale to motywuje nas do tego, by zbierać pieniądze, a nie wydawać je pochopnie na wszystko, co wpadnie nam pod rękę. Taniocha zawsze będzie się psuć, a to oznacza, że prędzej czy później (raczej prędzej!) znowu będziemy musieli wydać pieniądze. 

Nieuleganie presji – to najtrudniejsze. Co zrobić, gdy znajomi chwalą się wykupieniem egzotycznej wycieczki? Marzymy o tym samym i naprawdę trudno wtedy przyznać się, że zaplanowaliśmy urlop nad pobliskim jeziorem, nawet jeśli jest to bardzo urokliwe miejsce. Moi drodzy, nie ma co ulegać presji otoczenia i zapożyczać się po to, by dorównać planom naszych znajomych czy zrobić na nich wrażenie. Liczą się nasze wspomnienia i pozytywne nastawienie w każdym zakątku świata. 

Na zakończenie powtórzymy to, co pisaliśmy wcześniej – wszystko sprowadza się do zdrowego rozsądku, rozwagi i konsekwencji w gospodarowaniu domowym budżetem – bez względu na jego wielkość! Życzymy sobie i Wam wytrwałości w walce z efektami Diderota, choć nie miejmy złudzeń – będzie to niezwykle trudna przeprawa. 

Padliście kiedyś ofiarą Diderota? Może znacie na niego zwycięskie sposoby w walce i chcecie się nimi podzielić? Czekamy na wasze propozycje. 

Konsumujmy z głową! 😉  


Wyraź swoje zdanie ;)